1.

     Jakiś czas temu udało mi się z przyjaciółmi zorganizować zawody pływackie w stylu retro. Dziennikarz Gazety Wyborczej, Wojciech Todur napisał, że impreza odbyła się na basenie, który znajduje się przy ulicy Jana Nepomucena Śniadeckiego. Jeśli się sprawdzi ulicę w internecie, to się zgadza. Ja znam tylko braci Śniadeckich:  Jędrzeja i Jana Chrzciciela. Pomyślałem, że to błąd, ale może to kwestia mojej ignorancji. No ale już padło imię Nepomucena i jeszcze Agata Kozińska przypomniała, że mamy figurę Nepomuka w Siemianowicach. Zwrotnica myślenia mi się przestawiła i pojechałem już teraz szybkim torem. Bo Jan Nepomucen to ciekawy dla mnie święty. Po krótce: był spowiednikiem Zofii Bawarskiej, żony króla Czech, Wacława IV. Wacław podejrzewał żonę o niewierność i zażądał od Jana ujawnienia tajemnicy spowiedzi. Nepomucen nie zdradził, został za to uwięziony i torturowany, a następnie zrzucony z mostu Karola do Wełtawy. Wyciągnięte zwłoki stały się obiektem kultu w Czechach. Kult zawędrował do Polski, mocny był szczególnie na Śląsku, ale także czczono świętego w Niemczech i innych krajach  europejskich. Figury św. Jana Nepomucena ustawiało się często  na mostach i większości przypadków nawiązują one do Nepomuka z Mostu Karola w Pradze.  A muszę dodać, że początek mojego dzikiego pływania związany jest właśnie z treningami i zawodami w Pradze. Nepomucen stał się patronem dobrej sławy, tonących, chroniącym przed powodziami i w ogóle patronem wodnym. Fajnie, że dotrzymał słowa i nie zdradził. Bez względu czy Zofia zawiodła zaufanie, czy nie. Szacunek.

2.

     Jesienią 2017 ruszyła akcja Odyseja Wiślana. Chodzi o to, żeby przepłynąć etapowo całą Wisłę. Odcinek testowy, z Warszawy do Modlina (30 km) okazał się łatwy pływacko, szybki i bardzo malowniczy. Postanowiłem, że od listopada będziemy już pływać regularne odcinki poczynając od zapory w Goczałkowicach. Wcześniej rzeka jest zbyt płytka. Od zapory do ujścia kanału Wisły do Bałtyku jest prawie równo 1000 km.

     Już na pierwszym etapie wystąpiły nieprzewidziane problemy. W miejscowości Rudołtowice znajduje się most. Płynąc w wodzie, zobaczyłem ten most z odległości około 100 metrów. Po prostu płyty betonowe, nad powierzchnią wody. Szybkość prądu wynosiła około 2 km na godzinę. Pomyślałem, że spokojnie dopłynę do przeprawy i wskoczę na ten mostek, lub przejdę dołem. Kiedy dopływałem, nagle kajak z ratownikiem wykonał eskimoskę i mój kumpel –  Michał Starosolski, po prostu znikł. W tym momencie zobaczyłem, że betonowe płyty mostu leżą na rurach. Rury stworzyły podciśnienie i z dużą mocą zassały Michała. Pomyślałem, że Starosolski już nie żyje, bo nie widziałem, żeby wypłynął. No więc przynajmniej ja się muszę uratować, zdecydowałem. Zaraz zaczął mnie wciągać szybki prąd. Zdołałem się tak ustawić, że uderzyłem klatką piersiową w betonowe płyty, na granicy dwóch rur. Jedną nogę wciągnęło mi do czeluści po samą pachwinę, ale rura całego mnie chciała. Zaparłem się rękami, niestety nie miałem tyle siły żeby się uwolnić i wyjść z wody. Na moście stała koleżanka Agata, obstawiająca to miejsce. Powiedziała mi później, że się zupełnie spokojnie odezwałem: Michał już nie żyje, uratuj mnie. Jednak wątłe dziewczę nie dawało rady mnie wyciągnąć. Na szczęście podbiegł wędkarz i w dwie osoby uratowali mnie. Okazało się, że rura wypluła Michała i posadziła na drzewku, na lewym brzegu rzeki. Był mocno potłuczony ale zasadniczo nic mu nie było. Po incydencie kontynuowałem przepływ ale ciężko mi się kraulowało prawym ramieniem. Musiałem przejść na żabkę. Klatka piersiowa na tyle bolała, że w następnym tygodniu skonsultowałem sprawę z lekarzami. Złamane dwa żebra, jedno nawet w dwóch miejscach.

     Bezpieczna rzeka okazała się groźnym żywiołem. Zgłosiłem niebezpieczne miejsce zarządcy rzeki. Powiedział, że zna sprawę ale most jest legalny. W okolicy bawi się młodzież.

     Na dalszych etapach zdarzały się potłuczenia, ze względu na wypłycenia z kamieniami ale nic szczególnego. Drugi nasz pływacki stres wiązał się z  zanieczyszczeniami. Górny bieg Wisły jest najbrudniejszy. Najgorsze miejsce, to na razie ujście Pszczynki. Woda tam była słona, cuchnąca toaletą i miała jeszcze zerową widoczność. Bez ryb. Przepłynąłem ten odcinek z drugim pływakiem – Łukaszem, nic nam się nie stało. Dodam jeszcze, że w Górnej Wiśle dwójka towarzyszących nam pływaków trochę chorowała na brzuch. Ale nie byli to ludzie przyzwyczajni  do pływania na wodach otwartych.

     Przed Tyńcem, z kolei, przepłynęliśmy jeszcze przez wodę, która była gorąca. Mogła mieć 38-40°C na odcinku chyba 100 metrów. Może była to woda z rury, z jakichś zakładów przemysłowych lub elektrowni. Pomyślałem, że za ciepła, to może być, byle bez jakichś wyzwań chemicznych. Po tych przygodach, w Krakowie pod Wawelem dostaliśmy jeszcze od policji mandaty za pływanie. Trudno przewidzieć, co nas jeszcze będzie czekać podczas naszej odysei, może straszne wiry? W każdym razie wyzwania podczas przepływu rzuca nam raczej człowiek niż natura.

3.

     W tej sytuacji pomyślałem, biorąc pod uwagę i tak dalej, że fajnie by było pomodlić się do jakiegoś świętego od wody, żeby nas pływaków chronił. Racjonalne zabezpieczenie oczywiście i rekonesans, ale do tego wsparcie z góry. Ściśle mówiąc, pływający katolik mógłby się modlić o pomoc do Nepomucena i iść 21.05 do kościoła, a niewierzącym chyba nie będzie przeszkadzała staro-nowa tradycja, żeby przy figurach świętego stawiać znicze od pływaków? Tak byśmy mieli swojego patrona. Jest już co prawda inny patron wodny – św. Adjutor. Francuski święty, uczestnik wyprawy krzyżowej i potem pustelnik, miał uciekać wpław niewiernym. Jednak jest to święty nam nieznany i przeszczepianie go do nas byłoby chyba sztuczne.

     Ktoś powie, że zabobon, ktoś się uśmiechnie, że życiorysy świętych kolorowane. Ale ja nie jestem wysublimowany duchowo i abstrakcyjna gra pojęć mi nie wystarczy.

     Na koniec jeszcze trochę o podejściu Czechów do swojego świętego.

     W 1620 roku miała miejsce bitwa na Białej Górze. Czechy straciły swoją niezależność i stały się częścią państwa Habsburgów. Habsburgowie promowali religię katolicką i prześladowali protestantów. Państwowość naszych sąsiadów odrodziła się dopiero po pierwszej wojnie światowej. Nowa republika potrzebowała odniesienia do źródeł duchowych, jakiegoś ojca założyciela. Naturalnym wyborem ze względu na wydarzenia historyczne był Jan Hus i dziedzictwo reformacji, a nie Nepomucen. Kojarzony automatycznie z uciskiem Habsburgów. Doszło do tego, że figury Jana Nepomucena były nawet usuwane z przestrzeni publicznej, a przecież  jego sława była mocna przed Habsburgami i pewnie lepiej budować na więcej, niż jednym filarze. Zresztą teraz to już historia. No ale przecież to znamy: jeden wódz – jeden naród!

 

Odyseja Wiślana

 

 

Tekst: Leszek Naziemiec

Zdjęcia: Tomasz Muc

 

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz