W Pradze jestem często ze względu na to, że należę do praskiego klubu pływackiego. Tym razem pomysł był taki, żeby wpaść popływać w samym centrum miasta i zaraz uciec w kierunku południowym. Niedaleko od miasta jest kilka atrakcji, o których się nasłuchałem, ale nie miałem okazji sprawdzić, jak to wygląda w realu. Miejsca, które odwiedziłem, powinny zadowolić wszystkich wodniaków. Dojścia do miejsc widokowych i zbiorników wodnych, musiały być łatwe, nie zajmujące zbyt wiele czasu, ponieważ przemieszczałem się z czwórką dzieci.

Pływanie w centrum miasta.    

     Idziemy na Most Karola i stajemy mniej więcej na środku, twarz zwrócona w kierunku Hradczan i Zamku Praskiego. Patrząc na brzeg po stronie zamku, widzimy miejsce, gdzie zejście do wody jest łagodne. Znajduje się tam nabrzeże z przystanią statków wycieczkowych, do którego dojdziemy w 10 minut obchodząc kamienice. Można tam pływać, nie ma zakazu. Zresztą tak jak prawie wszędzie na tej rzece. Trzeba tylko trzymać się blisko brzegu, ponieważ środkiem pływają statki wycieczkowe. Woda jest chłodna 16 – 18 stopni, ale za to zdumiewająco czysta, a widoki wspaniałe.

     Stojąc na Moście Karola plecami do Hradczan, patrząc w stronę Teatru Narodowego widzimy Střelecký Ostrov (Wyspę Strzelecką). Wyspa ta, to oaza zieleni w środku miasta. Kończy się małą, piaszczystą plażą i jest to dla mnie miejsce numer jeden. Docieramy tam schodząc schodami lub zjeżdżając windą z Mostu Legii. Nie pływają tamtędy duże jednostki, jedynie paddleboardy, rowery wodne i kajaki. Metalowe boje ułatwiają nawigację. Płynąc, cieszymy się rozległą panoramą miasta. Ludzi nie ma tu zbyt wiele. Jest sporo płycizny dla dzieci.

     W Pradze pływa się jeszcze w Wełtawie w Braniku (tam trenuje klub), Podoli i z wyspy Żofin.

     Wszystkie miejsca są dobre i bezpieczne. Zawsze trzeba jednak sprawdzić jaki jest prąd. Miejscowi pływają jeszcze przy ujściu Berounki do Wełtawy, podobno jest tam ładnie, a woda jest ciepła. Jednak nie sprawdziłem.

Kilka słów o Moście Karola. 

     Most Karola jest najstarszym zachowanym mostem w Pradze i najczęściej odwiedzaną atrakcją turystyczną miasta. Powstał w miejscu, gdzie wcześniej stał już kamienny most Judyty, zniszczony w czasie powodzi w roku 1342. Budowę mostu Karola, który początkowo nazywany był Kamiennym lub Praskim, rozpoczęto w 1357 roku. Karol IV ponoć osobiście położył kamień węgielny pod budowę mostu 9 lipca 1357 o godzinie 5:31. Legenda głosi, że data ta została precyzyjnie wyznaczona przez królewskich astrologów. Data jest również palindromem 1-3-5-7-9-7-5-3-1 (czytana z obydwu stron brzmi tak samo, tworzą ją cyfry nieparzyste więc bardzo łatwo ją zapamiętać). Most ma długość niecałych 516m, szerokość 9,5m. Zbudowany jest z bloków piaskowca.  Dzisiaj jest to trakt spacerowy, wędrując oprócz piękniej panoramy miasta podziwiamy rzeźby przedstawiające świętych i patronów czeskich, z których większość pochodzi z pierwszej połowy XVIII w. Warto wiedzieć, że do roku 1841 był to jedyny most łączący dwa brzegi rzeki, a tym samym dwa praskie miasta Małą Stranę i Stare Miasto. W końcu XIX wieku po moście Karola jeździły tramwaje konne, potem tramwaje elektryczne napędzane „od spodu”, a nawet autobusy. Samochody jeździły po moście do 1965 roku.

Jedziemy na południe od Pragi.      

     Na początek  wycieczki zaplanowałem wizytę w dwóch dawnych kamieniołomach. Oba leżą w Czeskim Krasie. Dawniej wydobywano tam wapień, teraz zalane są wodą i przypominają słynny Kanion Kolorado.  Dojście z samochodu jest łatwe, zajmuje kilka minut. Łatwo też dojechać na miejsce autobusem z Pragi. Wielka Ameryka ma do 100 metrów głębokości, czasem można schodzić na dół, czasami nie. Można też obejść dziurę szlakiem dookoła. Byłem w tygodniu, latem, spotkałem na miejscu może 12 osób. Mała Ameryka jest trochę bardziej schowana, trzeba wejść do lasu i uważać, żeby nie spaść. Dla mnie mniejszy „kanion” ma może więcej czaru. Pomyślałbym tu o biwaku  –  spotkałem tylko 4 osoby w pobliżu. W kanionach widać miejsca wejść  do opuszczonych sztolni. Są to tereny zapraszające do eksploracji wspinaczy, grotołazów i krajoznawców. W jeziorkach na dnie można pływać.

     Następny etap wycieczki to zamek Karlštejn.. Leży on kilka kilometrów od Ameryk, blisko rzeki Berounki. Jest to jeden z najpiękniejszych zamków w Czechach. Na pewno łapie się do pierwszej trójki. Turystę czeka zaskoczenie. W tygodniu nie ma tu zbyt wielu odwiedzających. W każdym razie bez porównania z ilością odwiedzających polskie atrakcje turystyczne. Było to siedlisko wspominanego już Karola IV, założyciela Uniwersytetu Praskiego, budowniczego miasta, które  było stolicą cesarstwa i jak mówią Czesi – stolicą Europy. Ciekawostką zamku jest studnia. Otóż budowniczowie nigdy nie dokopali się do wody. Ta, w tajemnicy była dostarczana z rzeki. Jeśli oblegający zamek, znaliby ten sekret, łatwo mogliby zdobyć zamek przez odcięcie wody…

     Opuszczając zamek przyjrzałem się trochę rzece Berounce. Okolica nadaje się na biwakowanie i pływanie.  Jest kamping i są kąpieliska. Teraz już jednak chciałem dotrzeć  do dwu miejsc widokowych, z których można podziwiać Wełtawę. Są one tyleż słynne, co mało uczęszczane. Chodzi o Vyhlidkę Maj i Vyhlidkę Smetanovou.  Autem jedziemy do miejscowości Teletin. Stąd 15 minut ścieżką przez pola i znajdujemy się na niewiarygodnym miejscu widokowym. Z wysokości 448 m oglądamy zakola rzeki. Przewyższenie wynosi 232 metry.

     Druga vyhlidka znajduje się niedaleko wsi Trebešin. Ścieżką przez las, musimy przejść około kilometra. Tym razem, rzeka w dole wije się pomiędzy skalnymi ścianami. Podobno tutaj Bedrich Smetana szukał inspiracji do swojego poematu symfonicznego Wełtawa. Punkt widokowy znajduje się na wysokości 340 m n.p.m. i był umocniony w 1974 roku, w 150 lecie urodzin kompozytora.  Widoki  widokami, ale czas na pływanie. W kilkanaście minut można się znaleźć na dole, przy zbiorniku Slapy. Tamę  na rzece zbudowano tutaj w czasie drugiej wojny światowej. Poziom Wełtawy podniósł się na tyle, że  zasłonił słynne świętojańskie prądy. Prądy te stanowiły zagrożenie dla pływaków i flisaków.  Tama stanowi część rozbudowanej Kaskady Wełtawy, która miała  na zawsze ochronić Pragę przed powodziami.  Wiara ta była jednak złudna.

     Ja wybrałem pływanie na plaży w miejscowości Rabyne. Warto jednak poeksperymentować samemu. Mogą to być Slapy albo inny zbiornik kaskady. Nie miałem niestety czasu na przepłyniecie wpław meandrów, co regularnie robią moi koledzy. Sama podróż z powrotem autem lub pociągiem, wzdłuż Wełtawy do Pragi, stanowi przeżycie estetyczne.

Na północny zachód od Pragi.

     Jako, że mieszkałem Sibřininie, a do centrum miasta dojeżdżałem pociągiem z Pragi Klanovic, poszukiwałem jakiegoś bliskiego dostępu do wody na północny zachód od miasta. Razem z dwójką lokalnych pływaków poszedłem spojrzeć na ich miejsce treningowe. W trójkę pływaliśmy po rzece Łabie, z miasteczka Lazne Tousen. Rzeka dość czysta, prawie bez prądu, ponieważ w nieodległym Brandysie nad Łabą jest postawiona tama. Z Lazni Tousen płyneliśmy kilometr do pobliskiego jeziora ( znajduje się ono za groblą, na której jest ścieżka rowerowa. Potem nastąpiła rekreacja w jeziorze i powrót rzeką na miejsce startu). Z naszego miejsca można dojechać/ dopłynąć do Brandysu nad Łabą. Jest tam niezły renesansowy zamek do zwiedzania i sporo ciekawej hydrotechniki. W zamku urzędował Karol IV, Rudolf II i Maria Teresa. Bardzo malowniczo. W pobliżu można też odpoczywać nad jeziorem Lhota. Jezioro słynie z bardzo czystej wody o turkusowym kolorze. Dla maniaków rzek i wody, jeśli ktoś ma więcej czasu, mogę też polecić miasto Melnik na północy od Pragi. Miasto jest ładne i posiada bogatą historię, jednak najważniejsze, że Wełtawa spotyka tu Łabę i pomimo że jest większą rzeką w tym miejscu, dalej będzie toczyć swe wody już jako Łaba.

Droga powrotna  

     Na mój Śląsk najszybciej dociera się z Pragi przez Brno po „ D –  jedniczce”. Kilkadziesiąt kilometrów przed Brnem można skręcić na południe, by popływać i poeksplorować okolicę zbiornika wodnego Dalešice.  Duży, podłużny zbiornik powstał w latach siedemdziesiątych na rzece Jihlavie. Miał służyć przede wszystkim jako źródło wody dla powstającej niedaleko elektrowni jądrowej Dukovany. To jedna z dwóch czynnych czeskich elektrowni jądrowych. Druga to Temelin. Czechy rozwijają stale energetykę jądrową. Mają, podobnie jak Polska duże zasoby uranu. Ze względu na niską cenę tego surowca na świecie, obecnie zaprzestali wydobycia w kraju. Warto, będąc w pobliżu spojrzeć też na tamę, najwyższą w całych Czechach. Pomiędzy malowniczymi wzgórzami, na horyzoncie zobaczymy… elektrownię.  Głównym celem  była jednak dla mnie eksploracja okolic Skały Wilsona w miejscowości Hartvikovice. Skała wystaje z wody na 40 metrów. Można na nią wejść łagodnym szlakiem i z góry podziwiać zakola rzeki Jihlavy. Przed zatopieniem skała miała około 80 metrów.  Cała okolica jest pagórkowata i skalista. W pobliżu  Skały Wilsona znajduje się dość ruchliwy kemping. Można się tu poczuć trochę jak na Dzikim Zachodzie (w wersji czeskiej).

 

Polecamy noclegi https://www.airbnb.pl/rooms/26942141

Tekst: Leszek Naziemiec

Zdjęcia: Barbara Herza, Leszek Naziemiec

Konsultacje: Barbara Herza

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o