12. 01. 2019 odbyły się zawody w lodowym pływaniu na stawie Szlomiok w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach. Wystartowało ponad 200 osób. Mistrzynią Polski została Argentynka Victoria Mori, Mistrzem Polski Sven Elfferich z Holandii. Najcięższą konkurencją było Ice Combo. Zawodnicy startują rano jeden kilometr w ramach Mistrzostw Polski, a po południu pływają kilometr w ramach Pucharu Czech.  Woda miała temperaturę 0,6 stopnia. Chciałbym się tutaj skupić na fenomenie samych zawodów, bo tak to można już nazwać. Przyjeżdża do nas co rok prawie stu Czechów, dużo zawodników z pięknej Pragi,  ale także zawodnicy z innych kontynentów i coraz więcej rodaków.  Ponad dwieście osób chce pływać w małym stawie blisko centrum Katowic?

     Legenda imprezy przerasta rzeczywistość. Powiem może trochę o naszych problemach i obawach. Obawach klubu Silesia Winter Swimming. Przy całym wsparciu, które otrzymujemy i pamiętamy o nim, jest to impreza, którą robi wspólnymi siłami grupka przyjaciół, całkiem za darmo. Co roku stajemy przed problemem pogody. Jeśli nie będzie lodu to kicha, bo pływacy chcą lodu. Jeśli będzie za gruby, to może nie uda nam się wyciąć basenu. Dwa lata temu pomagały nam zastępy straży pożarnej. Dużo ludzi, którzy się starali. A jednak wcale im dobrze nie szło. Po paru godzinach basen był wciąż mały. W następnym roku nie mieli ochoty już pomóc. I to rozumiem. Straż ma pomagać ludziom w sytuacjach zagrożenia życia, a nie przy ekstrawaganckiej zabawie. W tym roku wykorzystali wycięty już lodowy basen do swoich szkoleń. Kimś kto przy nas stoi jest WOPR  Katowice, ale oni obstawiają imprezę w sobotę i nawet nasze połączone siły w piątek mogą być niewystarczające. W każdym razie, zostaliśmy rok temu w małej grupie i modliliśmy się, żeby dać radę. Jeszcze może być tak, że lód jest bardzo cienki i basen zacznie się rozpadać w czasie zawodów. W tym roku, dzięki  koparce i operatorowi,  lód był transportowany szybko poza akwen i wszystko się udało. W nocy znowu, ludzie pływają na łodziach, żeby woda w wyciętym basenie nie zamarzła.  Dalszy stres dla nas, to możliwość wypadku. Zawsze może się coś komuś stać. To jednak spory wysiłek to pływanie w lodzie.  Wtedy okaże się, że wszystko robiliśmy źle i jesteśmy nieodpowiedzialni.  Generalnie jestem zwolennikiem pływania na własną odpowiedzialność. Ja biorę odpowiedzialność za swój trening i zdrowie. Jednak przepisy obu federacji pływackich, które tutaj startują, stanowią, że badania mają być wykonane. Ja jestem nawet przekonany, że w końcu ktoś się przekręci, pomimo że miał zrobione wszystkie badania. To jest po prostu statystyka. Mam nawet przygotowaną wypowiedź dla mediów.  „Trudno, jest mi bardzo przykro i organizatorzy ubolewają nad zaistniałą sytuacją, nie mniej stoimy na stanowisku, że nie należy przerywać zawodów. Śmierć jest wpisana w ten sport, zawodnik będzie miał wpisane na wynikach DNF”.  Kiedyś kiedy biegałem maratony, na Słowacji odbywał się bieg 6-godzinny. Trzeba było przebiec jak najdłuższy dystans, robiąc okrążenia na określonej pętli. Jeden zawodnik umarł biegnąć. Afera się rozpętała, kiedy się okazało, że wykreślono go z listy wyników. W końcu przebiegł tam sporo kilometrów, a w regulaminie nie było zapisu, że trzeba ukończyć bieg żywym.  

     Następny stres, dla nas przy zawodach, to obsługa biura zawodów i opracowanie wyników. Jest Puchar Czech, który ma swój system zapisów, zawody IISA, które mają swoją, anglojęzyczną  stronę. Strona zapisów nie jest zbyt przejrzysta. Są ludzie, którzy ani tu, ani tam nie są zapisani, ale uparli się startować! Nie ułatwia to sprawy. Następna rzecz, to pomiar czasu.  Systemy czipowe nie są zaprojektowane pod takie zawody. Zawsze się zastanawiamy czy to zadziała.  Następny kłopot, to brak budynku w pobliżu, który może służyć za bazę. Musimy rozbijać halę namiotową. W tym roku o trzeciej nad ranem podmuch wiatru zniszczył halę namiotową. O szóstej rano nie było jeszcze namiotów zastępczych.  Ledwośmy z wszystkim zdążyli. Pamiętam jak o świcie spojrzeliśmy sobie w oczy z Marcinem Pająkiem. Wiedziałem wtedy, że trzeba za wszelką cenę powstrzymać negatywne myśli! Nie takie imprezy ludzie kładli! Mamy też kolejny stres, że nie zdążymy się wygrzebać z wszystkimi startami przed zmrokiem. Jest sporo dystansów, ludzi i mały 80 metrowy basen. W tym roku tak goniłem wszystkich, że skończyliśmy wcześniej niż zakładał harmonogram, ale to błąd, bo były słuszne pretensje zawodników, którzy ledwo zdążyli na start.

     Podsumowując cechuje nas brak profesjonalizmu, brak promocji  i wdziera się wszędzie chaos. Na dodatek poważnie myślimy o organizacji mistrzostw świata. Będzie to wymagało dużej pracy i poprawy o dwie kategorie wszystkiego co robimy i pewnie będzie trzeba zapłacić panom w modnych garniturach, żeby to uporządkowali.  Ale póki co dobrze się bawimy, mamy nadzieję, że nasi kochani zawodnicy i zawodniczki też i nawet jak całą imprezę w końcu definitywnie położymy, to trudno…

 

Tekst: Leszek Naziemiec

Zdjęcia: Tomasz Muc

 

 

 

 

2
Dodaj komentarz

1 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr

Miałem przyjemność startować na 250 m. Powiem tak, gdybym nie przyjechał o 7.00 rano, to nawet bym nie zauważył, że są jakieś „problemy” organizacyjne. W momencie rozpoczęcia zawodów wszystko było przygotowane, i profesjonalnie zabezpieczone. Sam czasami organizuję pewne akcje, zawody, i wiem, że trzeba się liczyć z potknięciami. Ale w takich sytuacjach, trzeba mieć po prostu zgrany zespół i działać tak jakby nic się nie stało. Takie właśnie wrażenie odniosłem, patrząc jak Ekipa się uzupełnia, i szczerze, z chęcią sam przyłączyłem się do pomocy. Mój podziw wzbudził Michał z Czech, który małym wiaderkiem napełnił wielką „banie” służącą do ogrzania się… Czytaj więcej »

Leszek

Kurcze, jeszcze się ta pompa zepsuła, masakra, ha,ha!