1.

     Istnieje taki modowy trend u dyktatorów, który, o zgrozo, doceniam. Jeśli jesteś takim przywódcą w swoim kraju, to zaczynasz się ubierać skromnie. Prosta ludowa bluza, szary uniform itp. Może to sprawiać wrażenie zaawansowania na ścieżce duchowej. Jesteś mistrz. Co innego, twoja świta: ci dostają od ciebie przeróżne ordery, odznaczenia i medale. Są jak generał Żukow.

2.

     Wielu chce zostać mistrzami. Jeden staje się w czempionem w jedzeniu jajek na czas, inny będzie mistrzem świata w biegu na 3000m. z przeszkodami. Obaj poświecą temu swoje życie. Jednak pierwszy mistrz będzie słabo biegał, a drugi nie będzie sobie radził z jajami na twardo. W dodatku może obaj nie będą sobie radzić ze zwykłym życiem. Może nie nastąpić transfer umiejętności. Medal będzie chwilę wisiał na szyi, bo zaraz ktoś zje większe jajko, lub zrobi to szybciej.

3.

     Ktoś powie: teraz odwrócił się porządek świata, trzeba mocno krzyczeć „ja”. Stary dobry fachowiec nie jest w stanie tego robić. Uważa, że jest to żenujące. Nowe zasady powodują, że dwudziesto, trzydziestolatek, który jest bezczelny i ekspansywny, może z rynku wyprzeć starego wilka. Część młodych ( tylko część ) dała się zmanipulować i uwierzyła w swoją wielką moc. Są mistrzami. Kiedyś było więcej odwrotnych problemów: pomimo dużych osiągnięć, młody nie umiał wierzyć w siebie. Teraz co trzeci student na zaliczeniu, pomimo, że nie wie nic z przedmiotu, stara się mi udowodnić, że jest mądrzejszy ( czasem któryś jest). Czterolatek na terapii, chce żebym go dużo chwalił, bo jest taki dobry (jest dobry, wartościowy i wiele umie , ale jeszcze się musi trochę nauczyć, dlatego jest na terapii). Problem polega na tym, że jeżeli staję się „mistrzem życia” koło dwudziestki, trzydziestki, to zostanie zerwana nić. Nie będę chciał się już pokornie uczyć od sześćdziesięciolatków. Ktoś znowu powie, że nie ma się czego uczyć, bo przecież jest rozwój technologiczny i starzy nie dają rady. Myślę, że to przejściowy trend, bo obsługa nowinek jest coraz łatwiejsza, jedno pokolenie przeminie i prawie wszyscy będą na czasie, chyba, że to świadomie odrzucą. Wróci stara równowaga. Może wróci relacja mistrz – uczeń w starym stylu. Mistrz rozumiany jako ktoś biegły w swoim rzemiośle. Oczywiście stare się musi uczyć od młodego. Stare się odmładza przez słuchanie młodych. Myślę jednak, że jest z tym teraz mniejszy problem. Starzy odrobili lekcję i słuchają. Oby nie przesadzili tylko z tym słuchaniem!

4.

     Mistrz to czarodziejskie słowo – trochę jak słowo: „pokój” lub „demokratyczny”. Jeśli ktoś walczy o pokój, to mu nie wierzymy. Jeśli państwo z nazwy jest demokratyczne, to się obawiamy, że jest opresyjne. Trzeba z tym mistrzem i mistrzostwem uważać. Pewien wzór postawy, daje nam może pianista z Zabrza, Krystian Zimerman. Nagradzany, uznawany za prawdziwego mistrza, zawsze pracuje, zawsze coś poprawia. Skromny, ale jednocześnie nie da się uderzyć w twarz. W świecie pływackim np. Ian Thorpe, będąc na szczycie, mówił że musi poprawić technikę. Wiedział, że można, nie uważał, że jest doskonała. Tego mistrza chyba wszyscy jakoś potrzebujemy, szukamy i ciągle dajemy się nabierać papierowym uzurpatorom. A ci wartościowi, których intuicyjnie szukamy, mogą przebywać gdzieś na wygnaniu. Schowani w ciemnym lesie przed blaskiem kamery i… lusterka. Może stoją blisko nas, tylko jesteśmy ślepi i głusi. A może włożą nam w końcu swoją laskę w żebra, niczym mistrzowie zen ze starych opowieści.

     Dziękuję, za kilka rozmów z przyjaciółmi, z którymi te rzeczy mogłem przedyskutować. Można jeszcze, czy się wierzy, czy nie, sięgnąć do Mt. 23

 

Tekst: Leszek Naziemiec

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o