Artykuł 14 1. Każdy człowiek ma prawo ubiegać się o azyl i korzystać z niego w innym kraju w razie prześladowania.- Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

     Plaża na Lesvos

     Przyciągająca dotąd turystów grecka plaża, długa na kilkanaście kilometrów od 2015 roku zmienia się na naszych oczach. Na wyspę ściągają media aby dokumentować heroiczną postawę mieszkańców, którzy sami na początku wchodzą do morza ratować ludzi w zdezelowanych, niebezpiecznych pontonach z kamizelkami, które na pewno wyglądają profesjonalnie, ale z ratowaniem życia nie mają nic wspólnego. Na Lesvos przybywa w tamtym okresie około 7 tysięcy ludzi codziennie. Po pierwszym kontakcie z służbami są odsyłani do głównego portu i płyną do Aten. To co cały świat nazwał tzw. kryzysem migracyjnym/uchodźczym nie miało z kryzysem wiele wspólnego, ponieważ kryzys przyszedł ale dopiero w następnej fazie. Wyspa już nigdy nie będzie taka sama jak przedtem, zniknie tez prawie zainteresowanie turystów tym kierunkiem.

     „kiedy płynęliśmy fale miały około 4 metrów, nie miałem złudzeń, że mogę zginąć, ale co miałem zrobić?”

     Od 2016 roku zaczyna się rozdział nowego przetasowania w prawach człowieka, wyspa powoli zamienia się w więzienie. Unia Europejska podpisuje z Turcją, którą uznaje za pierwszy bezpieczny kraj dla osób z doświadczeniem uchodźczym tzw. krwawy deal. Życie i zdrowie człowieka to stawka 6 miliardów euro. Turecka straż przybrzeżna realizuje swoje zadania czasami tak dobrze, że aż ludzie znikają w morzu tym samym nie obciąża Europejczyków zbędnymi kosztami utrzymania kolejnymi osobami. Lekarze bez granic opuszczają wtedy wyspę na znak protestu.

     Welcome to hell

     Witamy w największym więzieniu na powietrzu w Europie czyli hot spot Moria. Przygotowany dla około 3 tysięcy osób, daje na dzień dzisiejszy „schronienie” około 20 tysiącom osób. Hot spot to popularne określenie miejsc jak obóz. Używanie prawidłowej nomenklatury jest kluczowe w zahamowaniu dehumanizacji osób będących w takich miejscach, a są nimi osoby z doświadczeniem uchodźczym. Po 2015 roku mocno nadużywane słowo uchodźca, kryzys, fala czy masa są już niemalże pejoratywne.

     Na ogrodzeniu byłego dosłownie więzienia wojskowego można zauważyć liczne grafitti z hasłami o tym, że nikt nie jest nielegalny, a sam obóz to piekło czyli weclome to hell. Jako wolontariuszka organizacji, która nie miała prawa wstępu na teren obozu nie mogłam zobaczyć czy takie same napisy zdobią wnętrze tego ponurego miejsca.

     Od 2018 roku obóz zwiększył swoją powierzchnię o dobre kilometry wzdłuż i wszerz. Część za murem dla rodzin z dziećmi i samotnych kobiet już dawno nie mieści nowych osób, które ciągle napływały, dlatego obóz rozrastał się stopniowo w tzw. gaju oliwnym. Wśród drzew stawiane są namioty, które służą za dom tak długo jak zadecyduje człowiek, który w takim namiocie w chłodzie i upale z małym dziećmi mieszkać nie musi. Tak długo muszą czekać na swoje decyzje, że czasami sami zapominają dlaczego już są na wyspie. W głośniku słyszą swój numer, a nie nazwisko i imię. Nie dziwne, że dla nas to też tylko numer. Rozmowa z pracownikiem administracji może być nawet raz na 3 miesiące to bardzo długi czas aby zapomnieć o tym dlaczego czekam. To długi czas aby można go było wykorzystać np. na terapię psychologiczną po koszmarze wojny, którą osoba z doświadczeniem uchodźczym przeszła, to czas w którym można szkolić nowy język albo zrobić milion innych rzeczy. Tak w teorii. W praktyce nie ma na to zwyczajnie szans. Jedynie dzięki oddolnym organizacjom realizowane są jakiekolwiek aktywności zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Wolontariusze organizują również prysznice ponieważ warunki higieniczne, które oferuje Unia Europejska mieszkańcom obozu, są tylko z nazwy warunkami. Na jedną łazienkę lub punkt sanitarny przypada około 300 osób.

     Czekam

     Czekanie to norma. Czeka się praktycznie na wszystko. Na śniadanie od wczesnych godzin porannych. Później na obiad. Tak dzień w dzień. Czeka się w kolejce do obozowego lekarza. Czeka na rozmowę z pracownikiem, którą ma zaplanowane na ten sam dzień kilkadziesiąt innych osób. W sumie nie ma się do czego przyczepić, w końcu cóż innego mają uchodźcy do roboty w obozie? Mogą czekać. Mogą podejmować próby samobójcze. Popadać w depresję w najlepszym wypadku. Na to mają nasze europejskie przyzwolenie.

     Podstawowe potrzeby

     Grecja otrzymuje wiele milionów euro, żeby reszta Europy ta solidarna, która już przyjęła i ta nie solidarna, która nie przyjmie osób z doświadczeniem uchodźczym mogły spać spokojnie.

   Co otrzymuje osoba, która szczęśliwym trafem dopłynęła do popularnej w nazwie wśród aktywistów tzw. twierdzy Europa? Koc, namiot, „wstrętny” posiłek i w sumie to wszystko. W szczytowych tygodniach w 2019 roku ludzie rozkładali swoje nowe domostwa praktycznie na każdym możliwym skrawku przy obozie Moria. Dzięki zaangażowaniu osób z całego świata i to nie jest przesadą, istnieje coś takiego jak solidarność międzyludzka. To dzięki wszelkim inicjatywom docierają na wyspy ubrania, środki czystości i inne podstawowe rzeczy, żadne rarytasy ale zawsze. Nie dociera jednak pomoc rządów innych krajów i panuje zmowa milczenia jeżeli chodzi o relokację.

     Jak Grek

     Grecy to spokojny naród, na ich wyspach tysiące migrantów czeka na nowe życie w Europie i chociaż turystów ubywa i jakoś tak trudno się pogodzić, że reszta tej właśnie Europy nie chce być w tym czasie solidarna spychając na nich całą pracę to nie czuć w powietrzu ciężkiej atmosfery, którą za to my Polacy doskonale znamy z relacji mediów społecznościowych jak i telewizji.

     I nadszedł luty 2020 rok

     Pierwsze wzmianki, że coś złego zaczyna się dziać w Grecji otrzymałam już w grudniu 2019 roku z Aten. Ludzie, którzy dostali już pozwolenie na opuszczenie wyspy przenoszeni są do stolicy i tam w bardziej zorganizowany lub indywidulany sposób czekają na kolejne rozstrzygnięcia wobec swojej osoby. Nieśmiało organizowali happeningi, demonstracje aby zwrócić uwagę na coraz bardziej niepokojące decyzje greckiego rządu. Na wyspach doszło do „wojny” pomiędzy lokalnymi mieszkańcami, a rządem greckim o zatrzymanie budowy nowych zamkniętych obiektów dla osób z doświadczeniem uchodźczym. Pisząc wojna, praktycznie nie ma w tym przesady. Na wyspy wysłano dodatkowe posiłki oddziałów prewencji policji. Doszło do starć i użycia przeciwko demonstrantom gazu łzawiącego. Czego na pewno nie zapomną Grecy. Wyspiarze nie wytrzymali napięcia, poczuli się oszukani przez rząd, który miał rozwiązać ich problemy, a nie pogłębiać. O zamknięciu tzw. hot spotu Moria mówili wszyscy od organizacji, wyspiarzy, a i samych zainteresowanych rezydentów, ale w najśmielszych snach nikt nie przypuszczał, że zostanie ta kwestia rozwiązana w ten sposób. Osoby z obozów, miały być przeniesione na ląd w okolice Aten. Tymczasem do nowych 5 obiektów na różnych wyspach mają być przenoszone osoby z lądu właśnie. Dodatkowe jednostki policji opuściły wyspy. Jednak stało się coś co zupełnie zmieniło wszystko. Nim wyspiarze złapali oddech Turcja zapowiedziała, że otwiera swoje granice.

     Zupełnie nowy rozdział

Wojna w Syrii trwa nieprzerwanie od 2011 roku. Wiele milionów osób musiało opuścić swój dom i kraj w poszukiwaniu schronienia. Myśleli zapewne, że będzie to krótki czas i będą mogli wrócić do swoich stron. Tak się jednak nie dzieje. Turcja, Jordania, Liban mają u siebie właśnie miliony tych osób. Jednak nie są tam traktowani jako uchodźcy z pełnym wachlarzem praw z tego tytułu przysługujących. Traktuje się ich jak u nas w Polsce Ukraińców z terenów objętych konfliktem wojennym, czyli jak migrantów ekonomicznych. Co to oznacza w praktyce? Brak podstawowych praw do opieki, edukacji, środków finansowych. Oczywiście Syryjczycy chcą pracować i zarabiać na swoje utrzymanie. Podejmują się często prac, których nie chcą wykonywać mieszkańcy państwa, w którym czekają na koniec wojny w swojej ojczyźnie. Dzieci, które rodzą się w takich krajach zostają z góry skazane na bezpaństwowość. Nie są rejestrowane jako obywatel przykładowo Turcji, ponieważ jego rodzice są z Syrii. Mieszkają w Turcji, teoretycznie są uchodźcami, ale w praktyce nie dostępują praw azylowych, więc ich dziecko nie może być zarejestrowane ani w Syrii skąd uciekli ani w Turcji. Tak to wygląda. Jak już wspominałam Unia Europejska w 2016 roku podpisała pakt z Turcją, że nie dopuści ona do nieograniczonej migracji Syryjczyków w zamian za pieniądze. Turcja w ostatnim czasie zaangażowała się w wojnę w Syrii, podczas działań zginęło 33 żołnierzy. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zrobił co zapowiedział już nie jeden raz. Otworzył granicę pomiędzy Turcją, a Europą. Ta w stronę Syrii nadal jest zamknięta.

     To co się wydarzyło w ciągu tych kilku dni od decyzji Turcji, co stało się na wyspach i czy koronawirus dotarł na wyspy greckie dowiecie się w kolejnej odsłonie.

 

Tekst: Agnieszka Gruszka

 

 

 

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o