1.

     Podobno istnieją portale do innego wymiaru. Dla mnie takim portalem jest woda. Kinestetycznie jest zupełnie inaczej i chyba mocniej. Żywioł przemieszcza się, mamy nad nim ograniczoną kontrolę, słabo w wodzie w dodatku widać. Ciężko ocenić odległość. Przyjmuje się w niej nietypowe pozycje i słychać zdumiewająco przetworzone dźwięki. To wszystko sprawia, że doświadczanie wody może przypomina trochę wizje psychotyczne. Szczególnie, gdy przebywamy dłużej w tym środowisku. To by się zgadzało, wielu ludzi odczuwa lęk przed wodą, jakby ta zmieniona percepcja i brak kontroli szczególnie im zagrażał. Nie czują się stabilnie w życiu, po co rozwalać się jeszcze kontaktem z wodą. Masz nerwicę? Albo się „kiedyś topiłeś” i masz teraz lęki? Woda nie jest dla ciebie. Woda nie jest dla wszystkich. Nie kuś losu. Wcale tego nie potrzebujesz, to nie twój żywioł. Podobnie jest trochę z zasypianiem. Pozycja horyzontalna i obroty wokół osi długiej ciała. Zarzucamy na siebie fale kołdry, regulujemy oddech… Pogranicze snu i jawy jest podobne do doświadczenia w wodzie. Tutaj i tutaj możesz spadać. Pochłania cię otchłań. Hiatus. W wodzie słyszysz szepty topielców, w śnie przychodzą do ciebie umarli. Podobny portal i znowu: dobry sen nie jest dla wszystkich.

2.

     Pływałem kiedyś po dwie godziny, wczesnym rankiem w Adriatyku, przy wyspie Hvar. Na głodnego, czekając pod koniec wodnej wycieczki na smak pierwszej kawy. Ale bardzo słona woda ( taka tam była), tak mi wypalała usta i nos, że nic z tej kawy potem nie miałem. Musiałem poczekać, pić słodką wodę i po godzinie powracał normalny smak. Ale chcę właściwie napisać o tym, że dobrze pamięta się smak różnych akwenów. Podobno zawsze pijemy tę wodę, niezależnie czy się zachłysnęliśmy czy nie, czy wiemy o tym czy nie. Jeśli płyniemy 8 godzin, to przyjmujemy podobno litr wody najmniej. Czujemy długo ten posmak i aromat, bo woda wypełniała nasz nos i usta przez długi czas. Doznania mają charakter pośredni : smakowo- węchowy. No i przykładowo: Morze Barentsa – wspaniałe: lekko metaliczny posmak i nutka suszi. Bardzo świeżo i gdzieś delikatna końcówka z brunatnic. Szlak wielkich jezior mazurskich – całkiem nieźle: od czasu do czasu głęboka nuta, z poruszenia mułu i odległe spaliny ( bardzo rzadko). Aromat trzcinowiska, nie do zapomnienia. Wisła? Zależy gdzie. Na Śląsku: kwaśno-słona, czasem do zaakceptowania, dobrze smakują za to dopływy. Jakby słodki, świeży smak. Pamiętam Narew wpadającą do Wisły: aromat igliwia, coś ciemnego na podniebieniu, jakby wino. Dobrze było się trzymać prawego brzegu. A ścieki? To przecież wydzieliny ciała. Po prostu fizjologia. A metale ciężkie? To przecież wynik fuzji metali lekkich. Piękno fizyki kwantowej. A umysł ludzki? To wynik ewolucji kosmicznej. Nie ma się co zapowietrzać i oburzać. Unośmy się dalej. Jezioro Issyk – Kul w Kirgizji: lekko słone, bo bezodpływowe i dlatego parowanie zagęszcza minerały. Na wodzie z jeziora wychodzi dobra zupa. No i na koniec baseny. Bywa różnie. Musi w miarę smakować, żebym tam pływał. Nie da się też nie wspomnieć o temacie dezynfekcji, czyli wódy. Po wyjściu z wody podczas przeprawy sztafetowej przez Kanał Elbląski, na przykład, mały łyk obowiązkowo, bo nigdy nie wiadomo. Bez pijaństwa. Co wie o smaku wody, ktoś kto kupuje plastikowe zgrzewki w sklepie, a nie dotknął kranu ni razu? Zardzewiałe rury w domku nad jeziorem? Kto to zna?

3.

    Zmysłowa woda. Światło, dźwięk i poruszenie. Wchodząc do wody, wchodzimy do łóżka i zaczynamy śnić. Tym razem pod pierzyną ciepłej ulewy. Czy czeka na nas syrena, pulchna rusałka? Miłość i zguba? Może uniesienia w strefie przybrzeżnej, jak z wakacyjnej widokówki? Ta cała erotyka z fototapety. Te wspomnienia z biwaków nad jeziorem. Namów babę, może coś z tego będzie. Choć to uniesienia nie dla wszystkich. Nie dla wszystkich te psychozy. Aspekty praktyczne, mogą zniszczyć cały romantyzm sytuacji. A może zmysłowość nas jakoś zniewala? W tę stronę. Oglądamy rybki pod wodą i widzimy ten promień światła między skałami. Wstrzymujemy oddech i w komforcie podążamy jakby przypięci karabinkiem do złotej nitki. Chociaż jesteśmy wolni. I w pokoju ducha kończymy w komunii z ciepłym morzem.

 

Tekst: Leszek Naziemiec

Zdjęcia: Tomasz Muc

 

 

 

 

1
Dodaj komentarz

1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zdzisław D.

Jak zwykle świeżo i z „pazurkiem” żeby było ciekawiej i po nowemu. Bardzo dobrze to się czyta. Polecam przy każdej okazji. Czytać lub słuchać Leszka, to zawsze dużo mądrości i poznawania świata na nowo