Niedźwiedzie polarne i lodołamacze atomowe

     „Czy to prawda, że ulicami Murmańska spacerują niedźwiedzie?” – to pytanie słyszałem nie raz. W różnych miastach i w różnym towarzystwie. Nigdy nie starałem się wyprowadzać z błędu współrozmówców. To ogromne i piękne zwierzę jest zachwycające. A bajka o białych misiach może być pasjonująca, bo ociera się o ryzyko i ciągłe napięcie, które w mniemaniu pytających jest stale obecne w życiu mieszkańców Murmańska. Poza tym to pytanie nasuwa podejrzenie, że stolica północy Półwyspu Kolskiego znajduje się gdzieś strasznie daleko, za siedmioma milami, za siedmioma lasami.

     Niedźwiedzie polarne, wiadomo, żyją przede wszystkim w wiecznej zmarzlinie Oceanu Arktycznego. Murmańsk już dawno postrzegany jest przez cały świat jako brama do Arktyki. Ciągnie tu dobra setka turystów kierujących się na biegun północny gdzie chcą dotrzeć dzięki lodołamaczom atomowym „Jamał” lub „Pięćdziesiąt lat zwycięstwa”. Dzięki tym ogromnym statkom można zobaczyć niedźwiedzie oraz dotrzeć do wierzchołka Ziemi.

     A w Murmańsku nie ma niedźwiedzi. To nowoczesne, osiedlone miasto pełne jest bloków, blasku reklam, sklepów, korków samochodowych – wszystko „jak u ludzi”. Rzeczywiście, w Roście (północnej, historycznej części Murmańska – przyp.tłum.) i bliżej do centrum, na ulicy Zielonej, nadal uginają się pod nogami poskrzypujące drewniane chodniki, ale, jak mawiają producenci filmowi – to już wymierający gatunek.

     W czasie powstawania i w pierwszych latach istnienia Murmańska to miejsce było miastem baraków porozrzucanych tam i siam wybudowanych w miejscach, gdzie pozwalała na to grymaśna rzeźba terenu. Dzisiejszym młodym mieszkańcom wydaje się nierealne to, że na miejscu stadionu centralnego kiedyś znajdował się wąwóz, a na Placu Pięciu Kątów (główny plac Murmańska-przyp.tłum) – błoto. Ale tak było. A obok młodych żyją ludzie, którzy to pamiętają, którzy przebywali w tym nieznanym innym mieście. Nie jest ich wielu, znacznie więcej jest tych, kto znał plac takim, jak widać na zdjęciu – z hotelem „Arktyka”. To jest nasz polarny drapacz chmur, który według młodych stoi tu od zawsze. Dla świeżo urodzonych tak samo zwyczajnym będzie nowy most nad Zatoką Kolską (najdłuższy most samochodowy w kole polarnym – ma 1611 m), który łączy dwa brzegi Zatoki Kolskiej. Miasto się zmienia. My tego nie zauważamy, a ono się zmienia. Zmienia się każdego dnia.

Masztowe miasto

     Szczególnym rozdziałem w biografii Murmańska jest okres II wojny światowej. Rozdział, którego strony wymalowane są jaskrawoczerwoną barwą ognia i krwi. Po wojnie Murmańsk został odbudowany – dosłownie zrodził się z popiołu. Przerażające rzędy zwęglonych rur po bombardowaniu w 1942 roku pozostaną w wiecznej pamięci dzięki słynnej fotografii Jewgienija Chałdieja (https://www.svoboda.org/a/the-great-russian-photographer-who-was-a-chronicler-and-victim-of-history/28371906.html – przyp.tłum). Jeżeli nie wiesz, lub zapomniałeś kto i za jaką cenę chronił twoje miasto własną piersią, kto rękami i nogami zapartymi o granit nie wpuścił wroga do jego bram, do portu, do torów kolejowych – to jaki z ciebie mieszkaniec Murmańska? Będąc dumnym z bohaterskiej nazwy, jaką nosi Murmańsk, nie wolno zapominać o tych, którzy zapłacili za ten tytuł krwią i życiem. Ci ludzie zostali uhonorowani Złotą Gwiazdą (najwyższa odznaka państwowa za bohaterstwo – przyp.tłum.), choć sami nigdy się o tym nie dowiedzą. A my pamiętamy. Jednym z najbardziej wyraźnych obrazów jest pomnik Obrońców Radzieckiego Obszaru Podbiegunowego – ogromny murmański Aljosza.

     Mieszkańcy frontowego Murmańska obronili i odbudowali swoje miasto i stworzyli takim, jakim teraz możemy go oglądać. Przestronnym, i – jak napisał kiedyś jeden z pierwszych poetów z Murmańska – szerokoramiennym. Właściwie  Aleksandr Podstanickij napisał to jeszcze wtedy, gdy Murmańsk zajmował niewielkie terytorium. Poeta zginął w ogniu wojny i nie mógł zobaczyć, jak spełnia się jego poruszające młodociane przeczucie, że miasto okazale rozwinie się w dół zatoki, jak będzie wzrastał na wzgórzach taras za tarasem.

     Murmańsk jest miastem ludzi pracujących. Od początku powstawał dla celów militarnych: zbliżała się I wojna światowa i Rosja potrzebowała portu który nie zamarzał, aby dostarczać wojskowe ładunki i żywność. Ale to romantycy tworzyli i wskrzeszali to miasto. Ci, których nie wystraszyły ekstremalne warunki życia jak skromna przyroda, surowy klimat, bliskość wiecznej zmarzliny arktycznej i ciężka praca w zimnych wodach. Dziś, gdy jest pozbawiony nutki romantyzmu, czy nadal można w nim żyć? Nie przez przypadek w jednej ze znanych i symbolicznych pieśni o Murmańsku nazywa się to miasto „masztowym”. I właśnie z tego powodu zgodnie ze słowami pieśni „chłopaki z całej Rosji marzą by zobaczyć” to miasto z końca świata, w jakim początek ma ich ojczyzna. Nie myśl, że masztów w mieście już nie ma – otóż jeden z największych żaglowców szkolnych świata, czteromasztowy bark „Sjedow” zarejestrowany jest właśnie w naszym mieście. Właśnie na nim kursanci Państwowej Politechniki Murmańskiej, wyższej szkoły marynarski wojennej, stają się prawdziwymi marynarzami. Więc chłopaki starają się tu dostać marząc o Murmańsku i o pracy na morzu.

     Również z wyglądu wojskowo-morski Siewieromorsk przypomina statek. Fale uderzające o brzeg uderzają jak o burtę, budowa tarasowa nadbrzeża przypomina strukturę liniowca a schody pomiędzy poziomami wyglądają jak trapy. Kolorowe wzgórza jesienią – imitują proporce, a zimą – śnieżnobiałe – przypominają żagle.

Jedyny w świecie

     Murmańsk jest największym miastem za kołem podbiegunowym z jedynym na planecie polarnym niezamarzającym portem (nigdy, nawet w najbardziej mroźne zimy), a to za sprawą bliskości do morza. Akurat tutaj, w przerwie między kolejnym rejsem dookoła świata , zimuje największy okręt żaglowy świata – przepiękny bark „Sjedow” – szkoleniowy statek naszej wyższej morskiej uczelni. W jedną całość miasto jest związane liniami trolejbusu stanowiącego podstawowy środek lokomocji, które są, wiadomo, najbardziej wysuniętą na północ świata linią trolejbusową.

     Paradoksem jest to, że w jedynym na świecie niezamarzającym porcie polarnym, droga morska nie miała dostępu do lądu. Murmańsk był odcięty od czarnej tafli zatoki kolskiej grubą taśmą zabudowań portowych, gdzie osoby postronne nie miały wstępu.

     Całkiem niedawno pojawiło się prawdziwe nadbrzeże, przy którym zacumował „na wieczne portowanie” stając się muzeum lodołamacz atomowy „Lenin”. Jeśli Bóg pozwoli, nadbrzeże stanie się elegancką dzielnicą i zamieni się w jeden z ulubionych zakątków mieszkańców Murmańska. Symbolicznych zakątków. Gdy pojawisz się w takim miejscu, gdy zobaczysz chlupoczące fale, mocno odczujesz miejsce Murmańsk na planecie, a swoje w Murmańsku. Przecież dalej jest – zimne morze, a jeszcze dalej – bezgraniczna lodowa pustynia. Nie, Murmańsk nie jest krańcowym i zabitym dechami miastem. Jest miastem na pełnych obrotach. I miasto sprawia, że my, jego mieszkańcy, musimy mu dorównywać.

     Umiejętność przeciwstawiania się trudnościom charakteryzuje mieszkańców Murmańska. Ta cecha jest niezbędna nie tylko w półrocznych rejsach rybackich. Na brzegu również bywa nielekko: mróz – nie mróz, zamieć śnieżna czy nie, robota musi być zrobiona. Trzeba budować domy, piec chleb, remontować statki, kleić dziurawe rury, dostarczać ludziom żywność. Codziennie trzeba pokonywać własne lenistwo i zmęczenie, wykonać pracę. I nie narzekać.

     Myślę, że właśnie dlatego jest  tu całe mnóstwo silnych i wyjątkowych ludzi. I dużo pięknych kobiet. O tym wspomniał znany rosyjski aktor: „Porażające! W Murmańsku jest pięknych kobiet bez liku! Wy tego zapewne nie zauważacie, a nam, przyjezdnym, ten fakt bardzo rzuca się w oczy.” Dlaczego od razu nie zauważamy? Przecież widzimy, widzimy! W rzadki, pogodny, letni dzień, gdy całe miasto jest oświetlone niezachodzącym słońcem, ciężko przejść się po ulicy! Dlaczego? Dlatego, że patrzysz, jak obok ciebie, na przykład po prospekcie Lenina spaceruje taka jedna na wysokich obcasach, w zwiewnej sukience. Nawet nie wiesz czemu jej kąciki ust delikatnie unoszą się do góry w subtelnym uśmiechu, nie wiesz, gdzie się spieszy, a podświadomie jesteś zauroczony. A z naprzeciwka kroczy druga, a potem trzecia…  jeszcze połowy prospektu nie przeszedłeś, a szyja już boli, taki ciężki żywot!

Na murmańskich karuzelach

     Cóż rzec, miasto, pomimo swojej historii i cech zewnętrznych – nadal pełne jest zwykłych, codziennych spraw. Takich, o których nie należy zapominać, bez których ono stanie się nierozpoznawalne, wręcz obce. Prawdziwe życie opiera się na szczegółach, na miłych drobnostkach, czasem stanowiących dla nas więcej niż tradycyjne symbole. Takich znaczących, ulubionych drobiazgów w naszym mieście nie brakuje. Jest to na przykład szum trybun ze stadionu, gdy rozgrywa się mecz piłki nożnej klubu „Siewier” lub drużyny hokejowej „Razwiedka” (cóż zrobić, gdy autorem tych słów jest kibic). Ogólnie w mieście lubią sport. Jakże dałoby się bez niego przeżyć w takich surowych stronach? Nie bez przyczyny przez długie lata jedną z niezmiennych cech miasta jest Święto Północy – jedyne w swoim rodzaju północne igrzyska z maratonem na nartach biegowych, gromadzącym w Dolinie Spokoju tysiące uczestników, w tym gwiazdy sportu z kraju i ze świata.

     Tak, ale miało być o detalach. Poranek z prawie miętowym, rzeźkim chłodkiem wczesną jesienią. I spokojna rzetelność firmowego pociągu „Arktyka”, wyjeżdżającego nocą z zabieganej Moskwy, który przyspiesza z każdą minutą przybliżając nas do domu.

     Za jedną z wielu maleńkich radości uznawany jest suszony jazgarz. Murmańszczaninowi nie trzeba wyjaśniać, że jazgarz to nie jest wódka z piwem, a ryba (z rodziny okoniowatych – przyp.tłum). Ale jaka ryba! Takiego suszonego jazgarza, jak u nas, nigdzie nie znajdziesz – pychotka! Nadzwyczajny, prawdziwy delikates, szczególnie do piwa… . Ale wiadomo, o gustach się nie dyskutuje, szczególnie gastronomicznych – każdy ma swój smak. Jednak nie mogę zrozumieć murmańszczanina, który woli jakieś kurczęce udka przywiezione zza oceanu od naszej ryby. Jest to dziwne w mieście które darom morza zawdzięcza życie. Bez względu na to, jakie trudności przechodzą producenci owoców morza, stolica ziemi kolskiej pozostanie rybnym miastem. Chociaż teraz nie jest to tak oczywiste jak kiedyś, w czasach planowej gospodarki… .

     Murmański rok – to dosłownie ogromna karuzela: na początek w dół, w kierunku głębokiego chłodu nocy polarnej, potem w górę, w stronę światła i niezachodzącego przez dwa miesiące słońca. Słońce wtedy dosłownie stara się wynagrodzić ludziom północy krótkie lato. Czerwcową północą Murmańsk zaskakuje: puste, zalane słonecznymi promieniami proste, czyste ulice. I prawie nikogo na nich – jakiegokolwiek przechodnia w te minuty, podobnego do kosmity – nie zauważyliście? A miasto jest na dodatek przemyte przez deszcz, czyste, z młodzieńczą świeżością. Sama murmańska pogoda: drobny deszczyk i ostre słońce, zamieniające zwykłą słotę w świetliste i radosne święto. Jak pięknie iść taką porą po ulicy na przykład od kinoteatru „Murmańsk” lub Cerkwi Zbawiciela Na Wodach w kierunku centrum, w kierunku pomnika Cyryla i Metodego – twórców słowiańskiego alfabetu, cyrylicy (Murmańsk w 1986 roku wprowadził tradycję upamiętnienia tych świętych – Dzień alfabetu słowiańskiego – za co Bułgaria w 1990 roku podarowała miastu ten pomnik). I spacerować dalej – w stronę Pięciu Kątów i Placu Teatralnego. Z „Dziecięcego świata” można przejechać parę przystanków trolejbusem, a dalej znowu pieszo. Nawet do Strumienia Fadiejewa… Za czasów studenckich nie raz trzeba było wracać pieszo przez całe miasto: pieniędzy na taksówkę nie miało się przy sobie. Zimą, naturalnie, tak swobodnie nie pospacerujesz. Wszędzie jest śnieg. Gdy idziesz wyżej, w stronę osiedla wschodniego, wydaje się, jakby wiatr wiał ze wszystkich stron, nie jest możliwe przed nim uciec, bo i tak cię złapie. Jest jak doświadczony bokser który policzkuje śnieżnymi pięściami z prawej i z lewej, prosto w twarz, nadążasz jedynie odwrócić się. To jest normalne. Daleka północ, to bez mała siedemdziesiąty równoleżnik. „Polarków” nie wypłaca się za nic (polarki to dodatek socjalny dla mieszkańców Murmańska – przyp. tłum.). Ale dla nas, murmańszczan, w największą śnieżycę miasto pozostanie pociągające, w największy mróz – gorące. Dlatego, że jest rodzime, dlatego,  że je kochamy.

     Jednak lato też u nas bywa. I to jeszcze jakie! Miasto błyskawicznie reaguje na ciepłe dni. Przebłysk słońca – i już wszyscy się rozbierają. Biegiem na jezioro Sjemienowskoje opalać się, chwytać promienie niezbyt szczodrego w takie błogości północnego słońca.

Od Morza Barentsa do Morza Białego

     Jednak Murmańsk to tylko część ogromnej Krainy Kolskiej, ale jest jego stolicą. Murman – znaczy bardzo duży i bardzo różny. Tutaj, nad Morzem Białym, a według murmańskich pojęć na południu, we wrześniu dojrzewa malina. Na północy, nad Morzem Barentsa w tym samym czasie miasteczka i osiedla mogą zostać zasypane po pas białym, głębokim śniegiem. A w centrum, w Łowoziorskich tundrach w tajemniczych miejscach mieszkają jedynie saamscy szamani – kamienne seide (w religii dawnych Lapończyków otaczany wielką czcią kamienna postać – przyp.tłum.). Zrobisz dwa kroki po śniegu, a trawa, która nie zdążyła pożółknąć, rośnie sobie na kamieniach w słonecznym i bezwietrznym spokoju.

     Kraj, oczywiście, jest surowy, co tu gadać. Zimą i skały i śnieg i wiatr i kręcący się nieopodal zimny i straszny ocean. Lato jest liche, północne. Deszczyk w tym czasie to nie nowość. Co tam, latem to u nas można i padający śnieg zobaczyć. Tak, kraj jest surowy, krańcowy, gdzie wszystko jest na granicy: światło – mgła, dzień – noc, brzeg – morze, niebo – ziemia, życie –śmierć. Może i dlatego taki piękny, przetestowany przez wszystkie wichury i huragany.

     Tutaj wszyscy są na kontrakcie. Czasem to przypomina zetknięcie dwóch światów, dwóch przeciwstawnych biegunów. Z Laplandskim parkiem narodowym sąsiaduje metalurgiczny Monczegorsk, tamtejszym górskim Kirowskiem, gdzie są znane na cały świat stoki narciarskie, a z pomorskimi wsiami – porty Kandalaksza i rozlewającym ropę Witinem. Tutaj wszystko jest piękne. Dosłownie nie ma mowy o półtonach, niedopowiedzeniach, wszystko jest jasne, bepośrednie, otwarte, jednoznaczne. Ani kroku w bok. Szczere, bez próby przechytrzenia lub okłamania. Takaż to jest nasza rosyjska północ – najbardziej chyba zagadkowa ale i piękna jej część – kolska ziemia polarna – wielgachna, ogromna przestrzeń, która ciągnie się w szeroką dal, jak powiedział poeta „od Morza Barentsa do Morza Białego”. Właśnie tutaj, w tej surowej i nieskończenie pięknej ziemi zaczyna się nasza ojczyzna, ma początek Rosja.

Ludzkość – rodem stąd?

     Geograficznie jest to uzasadnione, bo stolica krainy Murmańsk, to najwyżej położone miasto na każdej mapie, najwyżej na północ. Dalej jest tylko ocean arktyczny. Jeszcze dalej równik. Stąd dla statków droga jest otwarta, jak mówią sami murmańszczanie i „na lewo” do Europy i do Atlantyku, i „na prawo” przez północną drogę morską na Daleki Wschód, i w górę na Arktykę, do lodowego wierzchołka Ziemi. To, że ludzkość się stąd wywodzi to częściowo prawda historyczna. Możecie oczywiście w to nie wierzyć, ale niektórzy naukowcy uważają Murmańsk za miejsce, gdzie znajdowała się starożytna Hiperborea (legendarna kraina daleko na nieokreślonej północy, kraina wiecznej szczęśliwości, raj na ziemi – przyp.tłum.).

     To oznaczałoby, że prawie cała ludzkość jest stąd. Jest to jedna z wersji, ale to, że życie tutaj istniało wiele tysięcy lat temu jest oczywiste. Są na to dowody materialne – petroglify Kanoniera, rysunki starożytnych artystów, którym, żeby je ochronić za niedługo wybudują szklaną kopułę.

     Wiele setek lat żyją na kolskiej ziemi Saamy, lub jak ich zwali przed rewolucją lopary, miejscowa ludność półwyspu. Żyją jak przodkowie głosili: zajmują się tradycyjną dla nich hodowlą reniferów, pamiętając rodzimy język.

     Tutaj napadali wikingowie, to właśnie oni nazwali kraj Murman – pochodzące od słowa „normann” – zrusyfikowanego powitania naszych północnych sąsiadów. Pierwszymi rosyjskimi osiedleńcami na tej ziemi zostali migranci z Nowgoroda, to właśnie oni utworzyli naród, jaki później nazywali Pomorcami (rosyjscy osadnicy nad Morzem Białym, którzy te tereny zamieszkiwali wspólnie z Lapończykami i Finami na zachodzie oraz Komiakami i Nieńcami na wschodzie – przyp.tłum). Pomorcy do teraz żyją tu i na północy i na Teriberce i na południu na Brzegu Tierskim. Jak za dawnych czasów według naszych przodków, nadal łowią łososia atlantyckiego i zwierzynę morską. Ach, ten łosoś, łosoś miejscowy! Jakiż on smaczny, aż trudno uwierzyć! Stosunek Pomorców do łososia jest szczególny i pełen szacunku, przejawia się to tym, że nazywają łososia „rybą”, jakby wszystko pozostałe, co wyławia się z rzek i mórz nie było rybą w ogóle.

     Wiele wsi i miasteczek do dziś jest trudnodostępnych – dojdzie się do nich pieszo, funkcjonują poza cywilizacją, żyją według swoich reguł. Dlatego ci mieszkańcy dawnych pomorskich wsi Warzugi lub Czapomy uchronili się jak coś unikalnego, niepowtarzalnego, nieporównywalnego. Taka tu jest przyroda przeważnie nietknięta, dziewicza, czysta w swojej prostocie i wielkości. Wyjątkowa w swoich nieoczekiwanych północnych cyklach dobowych, które rysuje nasze niebo pięknymi kolorami. I sprawia, że kolski świat jest podobny do rządów królowej śniegu lub letniego niezachodzącego słońca. Do tego w różnych miejscach półwyspu daleko różniąca się od innych części.

Północna mekka –kino

     Tak, przyroda północy Kolskiej na tyle jest zadziwiająca i różnorodna, że w ostatnich latach nasz kraj w pewnym sensie został kinematograficzną mekką Rosji. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że tutaj, nie jadąc daleko, u boku Moskwy i Petersburga można kręcić filmy każdego rodzaju i miejsca akcji. Tak, tak, w rzeczy samej. Przez filmy fantasy z księżycowymi pejzażami, skałami, kraterami i pustkowiem, kręconymi na brzegu Terskim albo w Moncze – tundrze, poprzez historyczne seriale, gdzie bohaterowie marynarki wojennej pływają po Bałtyku lub Oceanie Spokojnym, chociaż kręcili wszystko w Polarnym albo w Chadrzyjewie.

     Kino to piękna sprawa. Wiadomo, że przyjemnie jest te cuda zobaczyć na ekranie, ale jeszcze lepiej na żywo. Najlepszą porą jest oczywiście jesień. Tą porą roku wszystko staje się kolorowe i jaskrawe, prawie bajkowe: wzgórza dosłownie jak na obrazie Daliego – i żółte i czerwone i zielone miejscami, a gdzieniegdzie niebieskie. A tam, w tych wzgórzach znajdują się szczodre dary jesieni: prawie bezkresne polany borówek, żurawiny i jagody i nasza malina polarna – moroszka, złoto tundry. O grzybach już nie będę wspominał. Kozaki, koźlarze i opieńki – jest ich bez liku. Co jest charakterystyczne, wszystkie są nienaruszone, silne, mocne, chronione przez północ chłopaki.

     Widoki, a jakże, radość dla duszy. Tutaj są wzgórza i góry, tundra, wybrzeże i głębokie morze – z czystą wodą (raj dla miłośników nurkowania) i prawie europejski las i rzeka Siemurzie.

     Ludzie stanowią element tej przyrody. Piękni, silni, najlepsi. Północ przyciągała właśnie takich – romantyków, aktywistów i pionierów, śmiałych, zdecydowanych, zdolnych do codziennych czynów bohaterskich (stąd „asceci”, „podwiżniki”), których nie zniechęcają psikusy miejscowej przyrody, którzy nie wiedzą czym jest małostkowość i lenistwo.

     Dlatego nie przez przypadek północ kolska jest symbolem zwycięstwa naszej ojczyzny, kraina wielkich osiągnięć i prawdziwego męstwa. Podbicie Arktyki, oswojenie północnych dróg morskich, drogi na początku podwodne, potem po wodzie, przez nieprzystępne lody do bieguna północnego. Gdy wojna i niemieckie lotnictwo prawie doszczętnie zrujnowały Murmańsk, drogami morskimi dostarczane były niezbędne życiowe ładunki na front.

     Jest to ziemia, w środku której znajduje się praktycznie cała tablica Mendelejewa. Podejmuje się próbę, by pójść dalej, dokopać się do głębi zasobów jeszcze nieznanych – z pomocą unikalnej, jedynej takiej na planecie kolskiej ekstra głębokiej studni.

     To również atomowa podwodna flota i baza pracujących atomochodów i pierwszy atomowy lodołamacz „Lenin” – unikalny twór ludzkiego rozumu, który dziś pełni rolę wieczystego muzeum w murmańskim porcie na honorowym miejscu.

Naj naj

     Właściwie to na północy kolskiej dużo wszystkiego naj, o czym przyjęło się mówić z zachwytem, wykorzystując porównania najwyższego stopnia i najlepszych ocen. Wiele jest cudów manufaktury i w stolicy kraju i poza jej granicami, w kolskich wsiach. Na przykład Łowoziorskie tundry ze swoistą mistyką i tajnym jeziorem Sejd – miejscem, które lapońskie wróżki i szamani uważali za święte i obdarowane nadludzką siłą. A Saamy to prości ludzie i wdzięczne dzieci tej niełaskawej ziemi. Z ich reniferami i niezbyt podobnym do rosyjskiego dialektem.

     A Sewieromorsk – miasto pod Andrzejewską banderą (symbol marynarki wojennej Rosyjskiej Federacji – przyp.tłum), w której mamy prowadzą dzieciaki po trapach. Właśnie tak, po marynarsku, zwykli leśnicy nazywają stolicę floty morskiej kraju północnego.

     A rozległe prawie jak morze, jezioro Imandra z katedrą z białego kamienia na brzegu? A Tereberka, wiecznie umierająca lecz do tej pory nieśmiertelna z jej wodospadami, która jest świadectwem zetknięcia cudownej przyrody ze szacunkiem człowieka do ziemi, do jego rodzimej wioski.

     A za pięć minut naukowe środowisko – rzetelne, inteligente, całkiem nieprowincjonalne miasto Apatity – z jego miłym i cichym miasteczkiem akademickim? A Umba z jej żeglarskimi regatami i znanym na całą Europę północną festiwalem folkloru? A taki daleki od mistyki Trifonow Pieczengskij klasztor męski z tragicznym losem, który w swojej radzieckiej wojennej przeszłości, któryś już raz rodzi się do życia? A Kandalakszska zatoka i Jednoimienny park narodowy – miejsce życia i pracy rodziny Witaklija Bianki – najsłynniejszego pisarza przyrodnika?

     Jak widać, cudów u nas jest pod dostatkiem, nazwałem je „Naj naj” bezwarunkowo. Tak naprawdę jest ich wielokrotnie więcej, setki, tysiące! O wszystkim w krótkim opisie, zgodzicie się, nie da się opowiedzieć.

     Dodam na sam koniec, żeby była jasność. Północ przy zewnętrznej surowości i nieprzyjaźni do człowieka jest zadziwiająco przyciągająca. Istnieje tu jakaś niewidzialna siła – magnetyzm, jakiś czarodziejski wabik. Wystarczy jedynie się do niego zbliżyć, usłyszeć i odczuć jego melodię i wtedy koniec. To znaczy – przepadłeś. Nie odpuści ona was, nie odda. Będzie kusić i nawoływać bez końca i bez ustanku. I będąc tu jeden raz, obowiązkowo powrócisz do tych skał i wiatrów, do tego niezachodzącego słońca, do tej tundry, grzybów i jagód, do tego łososia i całej tej niewyjaśnionej, zdecydowanej, chociaż z wyglądu niepozornej piękności, którym jest obdarowana kraina kolska.

     Jak poeta kiedyś powiedział bardzo trafnie, prosto w punkt:

To nie wiesz, gdzie skryć się przed słońcem,

To nijak nie doczekasz się go,

Trzeba mi stąd wyjechać

– przekonuję siebie samego.

I w końcówce – faktyczne wyznanie miłości do jego stolicy, do Murmańska i do całego kraju:

No spróbuj tu nie powrócić,

I nie wytrzyma serce twoje.

     Taka jest nasza północ kolska. Surowa, ale przepiękna. Kraina zadziwiającej przyrody i najlepszych na świecie ludzi. Punkt przyciągania. Wiecznego. Niepokonanego.

 

Tekst: Dmitrij Korżow

Tłumaczenie: Kinga Korin

 

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o