Poniżej trochę notatek z mojego pobytu w Kapsztadzie. Poleciałem na zaproszenie Rama Barkaia. Przez parę dni mogłem uczestniczyć w lokalnym życiu (głównie pływackim). Ram jest szefem międzynarodowej organizacji pływaków lodowych IISA. Jest też zaangażowany w działalność społeczną. Pierwsza część to zapis krótkiej rozmowy z moim gospodarzem.

 

1.

Gdzie można popływać w pobliżu  Kapsztadu?

     Jest tu tyle pięknych miejsc do pływania. Największą rolę odgrywa  pogoda. Występują tu silne wiatry i duże fale.

  1. Camps Bay
  2. 4 plaża w Clifton
  3. Big Bay w Blouberg
  4. z wyspy Robben do Big Bay (7,4 km lub 10 km) – wymaga łodzi i pozwoleń.
  5. dookoła Cape Point (9km) – wymaga łodzi
  6. przepływy pomiędzy zatokami – w zależności od pogody.

     Należy się spodziewać temperatury od 11 – 15 stopni C.

Czym się różni pływanie po dwu stronach przylądka. Czy jest to niebezpieczne?

     Wschodnie wybrzeże, lub Ocean Indyjski posiada cieplejszy prąd (prąd Agulas) z północy. Dlatego temperatury wody zachowują się bardziej “normalnie”: zimna woda (13 stopni), zimą i ciepła, (21 stopni)  latem. Jeśli poruszasz się w górę wybrzeżem, temperatury wody rosną. Na wschodnim wybrzeżu i w Oceanie Indyjskim występuje wielkie zagęszczenie żarłacza białego. Szczególnie latem. Pływanie nie jest polecaną czynnością.

     Zachodnie wybrzeże lub Ocean Atlantycki posiada zimny prąd (prąd Benguela), który przychodzi z południa, z wód antarktycznych. Prąd ten, w sposób ciągły, przynosi na pewnej głębokości wodę, o temperaturze około 6 stopni. Woda powierzchniowa może się wahać pomiędzy 9C i 16C. Zależy to od wiatru, który przesuwa powierzchniowe wody. Letni wiatr, jest wiatrem, który wieje od lądu. Przesuwa on wody powierzchniowe i powoduje, że na powierzchnię wypływa zimna woda. Zimowy wiatr wieje od morza w kierunku lądu, przynosi wtedy cieplejsza wodę i duże fale. Możemy się spodziewać przeciętnej temperatury 13 stopni.  Rzadko obserwuje się rekiny po stronie wybrzeża atlantyckiego, więc pływanie jest bezpieczniejsze.

Właśnie ukończyłem najpopularniejszy (tak myślę), symboliczny przepływ w Południowej Afryce. Czemu ma on takie znaczenie? Co powinienem przepłynąć tutaj w następnej kolejności?

     Przepływ z wyspy Robben to “mały” Kanał Angielski dla Południowej Afryki.  To może być bardzo trudny przepływ ze względu na temperaturę wody i fale, także ze względu na prądy. Płynie się z wyspy Robben i to stanowi symbol operacji “wolność” dla Południowej Afryki.  Pływanie z więziennej wyspy na stały ląd jest bardzo znaczące dla nas.

Jesteś jednym z najbardziej znanych pływaków zimowych na świecie. Jak to się zaczęło? Co Cię zainspirowało?

     Na pewno nie myślę, że jestem jednym z najlepszych, ale mam dużo do świadczenia. Pływałem w większości miejsc na świecie, gdzie można znaleźć lód. Zacząłem w Kapsztadzie. Mamy wodę o temperaturze 10 do 14 stopni przez okrągły rok. Jeśli chcesz pływać długi dystans w naszym oceanie, zimna woda to podstawowa sprawa. Na początku to było wyzwanie, potem stało się fascynacją. Jak zimno? Jak daleko? Teraz to jest pasja.

Jest wiele rzeczy, które mnie inspirują:

w największym stopniu ludzie, z którymi pływam, przyjaźń i dzielone niedole. Zimno ma w sobie coś uzależniającego. Jest ciężko i często boli, ale zasadniczo jest to zdrowe i dostarcza satysfakcji.

     Uwielbiam to, że mogę się znaleźć w niesamowitych i odległych miejscach, spotykać niesamowitych ludzi i we wspaniałych miejscach pływać. Bardziej mi to odpowiada niż supermarkety czy  nawet Francuska Riwiera. Każde pływanie jest przygodą, niektóre są bardzo zwariowane inne bardzo piękne. Pływanie przenosi mnie do surowej natury. Kocham to.

Jak długo tutaj mieszkasz? Gdzie żyłeś poprzednio?

     To jest w mojej książce (śmiech). Pracuję nad tym.

Kapsztad jest naprawdę jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie, ale można zobaczyć tu wiele kontrastów. Bogactwo i biedę. Kto jest bogaty, a kto jest biedny w Południowej Afryce?

     Kontrast jest produktem naszej historii. Do 1994 około 80% naszej populacji nie czerpało korzyści z ekonomii, chociaż mieli w nią na swój sposób wkład. Większość ludzi, zaklasyfikowanych jako czarni lub nie-biali nie miało dostępu do właściwej edukacji. To spowodowało wielką przepaść pomiędzy tymi , którzy “mają” i tymi którzy nie “mają”. Ale bogatymi nie są już wyłącznie biali. Jest wielu bogatych czarnych i rosnąca, bogata, czarna klasa średnia. Jednak dalej przed tym krajem jest długa droga do uzdrowienia i wyrównania poziomu życia.

Apartheid skończył się w 1994. Jakie zmiany zaszły w kraju? Jaki wpływ te zmiany miały na ekonomię?

     Jest sporo napisanych książek na ten temat. Południowa Afryka miała swoje pierwsze demokratyczne wybory w 1994 roku, w których każda osoba mogła głosować. Jesteśmy ciągle młoda demokracją. Wiele rzeczy musi jeszcze dojrzeć i wiele jest jeszcze do naprawienia.

Co to jest afrykanizacja?

     Nie jestem pewny (śmiech). Przypuszczam, że jest to proces przemiany naszej kultury ze starej, zachodniej, na afrykańską.

Trochę czytałem o Mandeli i Tutu. Co to jest Ubuntu? Czy te przemiany w kraju były rzeczywiście bezkrwawe? Historia pierwszej żony Mandeli trochę nie pasuje do obrazka.

     To są trudne trudne polityczne kwestie. Ubuntu to kultura okazywania człowieczeństwa nawzajem pomiędzy ludźmi. Dzielenie się tym doświadczeniem. Koncepcja jest świetna, wywodzi się ze starej afrykańskiej tradycji. Nie jest ona zawsze praktykowana, tak jak byśmy chcieli.

     Kiedy władzę w Południowej Afryce przejęła czarna wiekszość, każdy spodziewał się poważnego rozlewu krwi. Więc relatywnie do przewidywań, było to bardzo pokojowe.  Żadne takie przemiany, od ruchu rewolucyjnego do stworzenia rządu, nie mogą być gładkie i bez żadnych konfliktów i trudności. Winnie Mandela to skomplikowany temat. Ona stała u jego boku poprzez dekady walki. Później  nie widziała się oko w oko z Mandelą i to doprowadziło do różnych komplikacji i separacji. Ona na zawsze była bardziej bojowa i wojownicza.

Mandela powiedział że edukacja jest najważniejsza rzeczą, edukacja może zmienić świat. Ja też w to wierzę. Co o tym myślisz? Czy to ważna sprawa w Południowej Afryce?

     Uważam tak w 100 procentach. Zabierze to trochę czasu, edukacja zajmie jedną lub dwie generacje. Ostatnie 9 lat szczególnie, z korupcją Zumy i eksploatacją Południowej Afryki, wiele  kosztowało ludzi, straciliśmy około 15 lat progresu. Wierzę rzeczywiście w powszechną edukację.

     Dziękuję za rozmowę.

 

2.

     Poniżej przepisałem parę zdań z książki Nelsona Mandeli “ Long walk to freedom.”  Za swoją działalność polityczną miał spędzić całe swoje życie w ciężkim więzieniu…

     (…)Na wyspie Robben moja cela była tak mała, że kiedy położyłem się na mojej macie do spania, moje stopy i dłonie mogły dotykać przeciwnych ścian. Dostałem kilka cienkich kocy i wiadro jako toaletę. Ta cela miała być moim domem. Starałem się nie tracić nadziei, ale nie było to łatwe. Na początku pozwolono nam tylko na dwukrotne odwiedziny w roku i tylko na dwa listy. Zanim mi je przekazano, strażnik wymazywał wszystko o czym jego zdaniem nie powinienem wiedzieć. Dwa razy otrzymałem złe wieści z domu. Pierwsza o tym, że zmarła moja matka. Potem, że nie żyje mój najstarszy syn. Thembekile zginął w wypadku samochodowym. To był jeden z najsmutniejszych dni w moim życiu. Nie wolno nam było czytać prasy i słuchać radia. Tygodnie, miesiące, lata przechodziły, a my nie wiedzieliśmy co się dzieje na świecie. Pewnego dnia zobaczyłem, że strażnik zostawił swoją gazetę na krześle. To było zbyt kuszące. Złapałem gazetę i zacząłem ją czytać. Zostałem złapany i zamknięty w pokoju na trzy dni bez jedzenia, mogłem pić wodę ryżową, taka była kara.(…)

     Pod koniec lat osiemdziesiątych Nelsona Mandelę przenoszono do innych więzień. Warunki przetrzymywania stopniowo poprawiano i zaczęto prowadzić z nim tajne negocjacje, dotyczące przyszłości Południowej Afryki. Po 27 latach w więzieniach, ostatecznie został pierwszym prezydentem wybranym w demokratycznych wyborach. Był rok 1994. Miał 75 lat. Mandela wierzył w pokój i przebaczenie. Zaprosił na przykład swojego byłego więziennego strażnika na ceremonię zaprzysiężenia na prezydenta. Częścią jego działalności była też walka o poprawę sytuacji  więźniów na świecie. W 2015, Narody Zjednoczone przyjęły tzw. Reguły Nelsona Mandeli. Chodzi między innymi o opiekę medyczną nad pozbawionymi wolności i dokładne dochodzenia w przypadkach śmierci więźnia.

     W RPA, pomimo, że minęło wiele lat od czasów apartheidu, dalej możemy zobaczyć rozległe slumsy (township). W pięknym Kapsztadzie jest kilka takich miejsc. Największy township nazywa się Khayelitsha, zamieszkuje w nim prawie 400 tysięcy ludzi. Township można zobaczyć też koło lotniska i blisko pięknej zatoki Hout Bay. Zwykle rodziny tam przebywające składają sobie chatę z blachy falistej. Nie ma tam bieżącej wody, kanalizacji, elektryczność w pewnym zakresie dostarczana jest miasto. W dzielnicach slumsów można znaleźć małe warsztaty usługowe, proste sklepiki, toczy się zwykłe życie. W pobliżu Hout Bay widziałem szkołę przylegającą do townshipu. Dzieci, o dziwo, szły do niej czysto ubrane, dobrze uczesane i zadbane. W ogóle, nawet ci najbiedniejsi, bardzo się starają, by wyglądać schludnie. Buduje się w pobliżu takich osiedli też boiska i organizuje zajęcia sportowe, żeby młodych odciągnąć od wszechobecnych gangów. Przestępczość jest plagą w townshipach.  Uwagę zwraca też sprzedawane rzemiosło, ozdoby i dzieła sztuki. Używane materiały to zwykle stalowe druty, koraliki, blacha ze złomowanych aut i puszki po piwie. Poziom wykonania i trwałość wytworów jest zdumiewająca!  Często są to piękne przedmioty, a techniki wykonawcze nawiązują do starych, lokalnych tradycji rzemieślniczych.

3.  

Przepływ Robben – Kapsztad

     Jadąc do Afryki nie wiedziałem, czy uda mi się przystąpić do przepływu. Byłem tylko kilka dni i mogłem nie trafić z pogodą. Przyleciałem w sobotę w nocy, termin otrzymałem na wtorek rano. Zajmowały mnie dwie kwestie – rekiny i temperatura wody. Z jakiegoś powodu jednak ilość obserwacji rekinów na samym szlaku przepływu jest mała. W statystykach znalazłem tylko jeden atak śmiertelny w pobliżu Robben, w zatoce Murraya. Po drugiej stronie Przylądka Dobrej Nadziei sytuacja jest jednak trudna. W False Bay rekiny praktycznie krążą cały czas. Dzień przed moim przepływem był tam alarm – żarłacz przy samej plaży. Tak naprawdę prawie nikt się tam nie kąpie i nie pływa. Są tylko surferzy. Czytając wywiady z nimi, dochodzę do wniosku, że chcą po prostu ryzykować. Uważają, że rekiny nie zawsze atakują (to prawda) i trzeba się nauczyć z nimi żyć. Kiedy żarłacz odpływa, niektórzy wchodzą na deskę jak tylko minie piętnaście minut. Myślę, że chodzi o adrenalinę.

     W False Bay jest też popularne oglądanie rekinów z bliska, przebywając w klatce. Surferzy uważają, że bardzo głupi jest zwyczaj wabienia rekinów mięsem. Rekiny mają podobno teraz skojarzenie jedzenia z neoprenem nurka co może spowodować większą ilość ataków.

     Trenowałem właściwie tylko raz z lokalnym “Sunday hot chocolate swimming club”. Na treningach w Camps Bay woda miała 11 stopni, pływacy mówili, że 2 dni wcześniej było 9 stopni. Po treningu rzeczywiście była gorąca czekolada. Nastawiłem się na 11 stopni na trasie mojego przepływu. 7,5 km w lini prostej, fale i zwierzęta – to już godna przeprawa.  We wtorek rano okazało się, że pogoda się załamała – były duże fale i wiatr. Pilot rozważał odwołanie przepływu. Rzeczywiście, nie mogliśmy na naszym ribie (wzmocniony ponton z silnikiem) dopłynąć do wyspy, z której trzeba było startować. Co chwila, na fali, wylatywaliśmy w powietrze i lądowaliśmy twardo, jak na betonie. Kręgosłup bardzo cierpiał. Jednak przy samej wyspie fale się zmniejszyły. Przez większość trasy miałem krótką falę, do jednego metra. Włożyłem do wody termometr i odczytałem 14,3 stopnia C. Wyjątkowo ciepło. Nie wiem jaką temperaturę miałem podczas całego przepływu, ale odczuwałem komfort termiczny. Żeby wystartować, trzeba popłynąć około 200 metrów na skalisty brzeg wyspy. Rib nie podpłynie ponieważ rosną tam listownicowce (kelps) – glony wielkie jak drzewa.

     Przed samym wyskokiem z riba pojawił się humbak. Zataczał koła wokół nas, raz po raz wywalając najpierw wielki łeb, potem korpus i jakby w zwolnionym tempie, ogon. Były też fontanny wody z otworu oddechowego. Zostałem poinformowany, że nie stanowi on zagrożenia dla pływaka, ponieważ są one bardzo delikatne i pływają z wyczuciem. Chyba, że się spłoszą. Ale co go może spłoszyć tutaj. Nic.  Jeszcze nie oddalił się wieloryb, a już na nas zaczął napływać samogłów wielkości stołu kuchennego. Pilot i mój coach na tym przepływie, Ram, stwierdzili, że nigdy tutaj z taką sytuacją się nie spotkali. Orzekli, że mam duże szczęście. No to hop do wody i płynę, płynę! Warunki średnie, fala podobna chyba do bałtyckiej. Od czasu do czasu nakładały się na nią wysokie wały (swells). W sumie lubię takie pływanie. Po godzinie miałem wynik 3.4 km, co jest dla mnie dobrym tempem w tych warunkach. Zostałem pochwalony, dostałem sok jabłkowy, kawałek banana i postanowiłem pracować bardzo mocno, żeby wykręcić dobry czas. No i niedługo się zaczęło najlepsze. Podpłynął do mnie kotik (fur seal). Zwierzę to różni się od fok tym, że ma małżowiny uszne, gęstą sierść i na lądzie podwija tylne płetwy by chodzić na 4 kończynach. Kotik był młodociany i najwyraźniej chciał się bawić. Pływał po jednej i po drugiej stronie, czasami dokładnie w moim rytmie. Pod wodą płynął pode mną, pokazując swoje uzębienie (takie w stylu rotweilera chyba) i lizał lub dotykał nosem mojego brzucha. Przeskakując ze strony na stronę, muskał delikatnie końce moich palców. “Moja ekipa” z riba mówiła potem, że kotiki nie mają zwyczaju pływania z pływakiem – widzieli to pierwszy raz, powiedzieli też, że nigdy uchatka nikogo nie dotykała. Podobno dobrze się zachowywałem – po prostu równo płynąłem, bez dodatkowych, niepotrzebnych zachowań. Jeśli chodzi o jakiś mój lęk, to wszystko już mi przeszło w momencie wskoku do wody. Byłem po prostu pozytywnie podekscytowany od momentu spotkania z wielorybem. Cały czas płynąłem w dużych, pozytywnych emocjach. Na kilometr przed brzegiem fale stały się duże. Nie wiem dokładnie jak duże, ale ostatnie, może 700 metrów rib nie mógł mnie asekurować. Kazali mi płynąć do plaży. Nie wiedziałem też, że zadzwoniono na plażę, żeby z brzegu wypatrywali mnie ratownicy. Problem polegał na tym, że przez fale nie widziałem ani brzegu, ani riba. Musiałem się zatrzymywać i czekać, aż będę na grzbiecie fali, żeby się zorientować , gdzie jestem. Minąłem surferów i stanąłem na plaży. Przejęli mnie ratownicy. Miałem jeszcze wrócić z powrotem na riba, żeby popłynąć do innej zatoki. Warunki jednak stały się tak złe, że nie mogłem wystartować. Ostatecznie ratownik zaprowadził mnie w bezpieczniejsze miejsce, z którego przez fale popłynąłem na ponton. Ale była przygoda! Mój czas 2 godziny 33 minuty. Przepłynięta trasa to, myślę, około 8km. Cały czas znosiło mnie w bok od kierunku pływania. Zamiast lini prostej, płynałem po lekkim łuku.

     W następnym dniu pojechaliśmy z Ramem na “przegląd” wszystkich zatok wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Miałem dwa cele: Pooglądać rekiny w Fałszywej Zatoce i w tejże zatoce na plaży Boulders, zrobić rozpływanie z pingwinami, które tam żyją. Ostatecznie rekinów nie widziałem, ale może dobrze, bo zaryzykowaliśmy z Ramem pływanie pomiędzy plażami w okolicach Boulders Beach. Nagrodą był widok z bliska dużych kolonii pingwinów, niedostępnych normalnie dla turystów.

     Niby tylko pływanie z pingwinami, ale znowu jakiś niepokój i adrenalina…

22.03.2018

 

Wywiad z Ramem Barkaiem przeprowadził Leszek Naziemiec

 

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Kapsztad od strony oceanu"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany

Co za przeżycia…..no czytałem jednym tchem….świetna przygoda.

wpDiscuz